Grammarly obiecało marketerom ekspercką recenzję tekstu oczami znanych autorów i dziennikarzy, ale eksperci istnieją tylko w marketingu produktu, a nie w samym narzędziu. To idealny przykład, jak AI w content marketingu może przekroczyć granicę między realną wartością a czystym AI‑bajerem podpinającym się pod cudzy autorytet.

Najważniejsze informacje

  • Expert Review to funkcja Grammarly uruchomiona w 2025 roku, która obiecuje poprawki „z perspektywy” znanych autorów, dziennikarzy i myślicieli – żyjących lub zmarłych [2].​
  • W praktyce żadna z wymienionych osób nie współpracuje z Grammarly, nie wyraziła zgody na udział w projekcie i nie ma wpływu na generowane sugestie.
  • Twórcy funkcji tłumaczą, że inspirują się publicznie dostępnymi i często cytowanymi pracami ekspertów oraz zastrzegają w dokumentacji, że wymienione nazwiska nie oznaczają rekomendacji produktu.
  • Historyczka C. E. Aubin podsumowała, że nie są to żadne eksperckie recenzje, ponieważ w procesie nie biorą udziału prawdziwi eksperci, tylko model wytrenowany na ich tekstach.

Czym jest Expert Review w Grammarly?

Expert Review to moduł w panelu asystenta pisania Grammarly, który zamiast klasycznych podpowiedzi od modelu AI oferuje użytkownikowi wybór konkretnych nazwisk autorów, dziennikarzy i myślicieli. Funkcja ma sprawiać wrażenie, że użytkownik patrzy na swój tekst oczami wybranego eksperta i dzięki temu może dostosować styl i strukturę do standardów kojarzonych z tą osobą [1].

W interfejsie wygląda to jak osobny tryb recenzji, ale za kulisami nie ma żadnego kontaktu z realnym ekspertem, tylko algorytm uczący się na publicznych materiałach.

Na czym polega problem z „fałszywymi ekspertami”?

Marketing funkcji sugeruje użytkownikowi obecność konkretnych osób tam, gdzie faktycznie działa tylko model. Wired zwraca uwagę, że Grammarly prezentuje listę ekspertów w sposób, który przypomina wybór realnego recenzenta, mimo że w procesie nie uczestniczą prawdziwe osoby, a jedynie ich wirtualne wersje wytrenowane na tekstach, w niektórych przypadkach także nieżyjących autorów [2].

Gdzie przebiega granica między AI‑powered a AI‑powered bullshit?

Opis produktu przestaje odpowiadać temu, co w rzeczywistości robi model. AI‑powered to sytuacja, w której mówisz wprost, że narzędzie korzysta z modelu AI do poprawy stylu, spójności i struktury tekstu, a użytkownik rozumie, że ma do czynienia z algorytmem. AI‑powered bullshit zaczyna się w momencie, gdy ta sama funkcja zostaje opisana jako „recenzja ekspertów z topowego medium” albo „feedback jak od Twojego ulubionego autora”, choć żadna z tych osób nie bierze udziału w procesie i nie widzi efektów działania narzędzia.

Jeżeli użytkownik ufa narzędziu dlatego, że widzi cudze nazwisko, a nie dlatego, że rozumie możliwości modelu, to zaufanie zbudowane jest na iluzji.

Jakie ryzyka ponosi firma, która zawyża kompetencje AI?

Firma, która przypisuje AI cechy i autorytet ludzi, ryzykuje jednocześnie na poziomie prawnym, etycznym i biznesowym. The Verge opisuje reakcje dziennikarzy, którzy odkryli swoje nazwiska w funkcji Expert Review bez wcześniejszej zgody, co wiele osób odebrało jako zawłaszczenie ich zawodowej tożsamości na potrzeby produktu [3]. Pojawia się pytanie o prawo do nazwiska i wizerunku, a także o ewentualne sugerowanie poparcia komercyjnego przez osoby, które nigdy nie podpisały umowy z dostawcą narzędzia. Biznesowo taki kryzys to sygnał dla klientów i partnerów, że firma jest gotowa naginać zasady, co uderza w fundament relacji opartych na zaufaniu.

Jak polska firma może wdrożyć AI w content marketingu bez utraty wiarygodności?

Po pierwsze warto opisywać AI językiem funkcji, a nie językiem marzeń: lepiej powiedzieć, że asystent AI analizuje tekst i podpowiada poprawki na podstawie wzorców językowych, niż że recenzuje Twój tekst jak topowy dziennikarz branżowy. Po drugie nie należy przypisywać modelowi cech ludzkich, takich jak doświadczenie czy intuicja, których system nie posiada, ponieważ operuje wyłącznie na statystyce. Po trzecie, jeżeli chcesz oprzeć komunikację na nazwiskach ekspertów, zrób to jak w klasycznym partnerstwie: na bazie realnej współpracy, umowy i udziału tych osób w projektowaniu narzędzia, a nie na bazie ich publicznych tekstów wciągniętych do korpusu treningowego.

Dla polskich firm rozsądną drogą jest współpraca z agencją specjalizującą się w AI, która potrafi połączyć kreatywne wykorzystanie modeli z dbałością o prawo, etykę i reputację marki. Tak działa nasz content marketing AI: AI generuje draft, ekspert weryfikuje fakty i nadaje głos marki.

FAQ

Czy eksperci naprawdę recenzują teksty w Grammarly?

Nie, wymienione osoby nie uczestniczą w procesie i nie akceptują rekomendacji, więc nie można mówić o prawdziwej eksperckiej recenzji, a jedynie o wirtualnej imitacji.

Czy używanie nazwisk autorów w AI jest legalne?

Legalność zależy od jurysdykcji, ale przypadek Grammarly pokazuje, że nawet jeśli dane są publiczne, to wykorzystanie nazwiska i reputacji w produkcie komercyjnym może prowadzić do pozwów o naruszenie prawa do wizerunku i tożsamości.

Jak powinna komunikować AI polska firma, żeby nie skończyć jak Grammarly?

Należy jasno opisywać funkcje modelu, nie podszywać się pod cudze nazwiska i traktować ekspertów jako realnych partnerów, a nie marketingowe etykiety, najlepiej projektując takie wdrożenia wspólnie z doświadczoną agencją AI.

[1] https://techcrunch.com/2026/03/07/grammarlys-expert-review-is-just-missing-the-actual-experts/

[2] https://www.wired.com/story/grammarly-is-offering-expert-ai-reviews-from-your-favorite-authors-dead-or-alive/

[3] https://www.theverge.com/ai-artificial-intelligence/890921/grammarly-ai-expert-reviews

Jak łączymy AI z ludzką ekspertyzą w tworzeniu treści, opisujemy na stronie content marketing AI.